Archive for the ‘web’ Category

mała rzecz, a cieszy

Styczeń 6, 2009

http://creativecommons.pl/blog/2009/01/album-na-licencji-cc-bestsellerem-2008-roku/

; )

Reklamy

step by step

Grudzień 31, 2008

w nawiązaniu do poprzedniego postu, brak motywacji i rozpasanie prokrastynacyjne zdecydowanie bardziej dopada mnie w domu, co tylko potwierdza, że nie powianiem wychodzić z biura 😉 jeśli mam coś osiągnąć. Poprzdni post optymistyczny wielce, chyba za bardzo przyświeciło mi słońcem. Tak dla równowagi, licencjat leży i się niepisze (nienajgorzej z czytaniem materiałów do niego, ale to niewiele daje póki nawet notatki z nich mi średnio wychodzą), CC trochę też, może za bardzo się zapaliłem do czegoś co ma swoje tempo, którego nieprzyśpiesze. Niby 08 na 09 tylko pingiem systemu datowania, ale może biurokratycznie na to patrząc, co się ma skończyć to się skończy, a co ma ruszyć stanie się wreszcie priorytetem (patetyczne życzenie biurokraty, przepraszam, aż smierdzi patosem i korpostylem…).

teraz do rzeczy: estetyka nalepek na laptopach, bardzo geekowych, świetna animacja pt. Notebook Evelien Lohbeck, przypomniała mi o photoshopie w realu, a na koniec sprawadzone/niesprawdzone przewidywania Jhona Battlle z Federated Media na 2008 rok ( 1 stycznia powinny ukazać się na 2009) i dla porównania przewidywania z Mashable. Na zupełny już koniec Sweet Wishes by Marion Peck, skojarzenia s imprezami sylwestrowymi?

puszczam chmurę

Grudzień 24, 2008

dodałem chmurę tagów… a w niej największe: Creative Commons (niebawem pierwsze newsy dla CC na oficjalnym blogu), Google o spadającym zaufaniu i Prokrastynacja, czyli coś  w co wierzę i z czego pewnie ten blog się wziął 😉  Przerwa świąteczna szykuje się pracowita, sprawy uczelniane zaczynają nieznośnie kłuć świadomość, a najchętniej to zmontowałbym sobie coś nowego na rękę lub wrzucił na ścianę.

O istnieniu życia offline czasem potrafią przypomnieć genialne projekty takie jak Analog Agenda, aż pomyślałem sobie, że powrót do zwykłego kalendarza niebyłby głupim pomysłem. Trend jednak odwrtony, eee pc w torbie (czyt. pracy i uczelnii), czasem koleny laptop w pracy i thinkpad w domu przez jakiś czas powodowały spory bałagan. Ostanio przestawiam się jednak na Google Docs  i dysk wirtualny co pozwal (przy dobrej łączności) zapomnieć o przywiązaniu do konkretnego sprzętu.

miało być o zmianach znów

Grudzień 12, 2008

a w sumie to Creative Commons. Motion Picture Association of America (MPAA) w dokumencie propozycji lobbingu sugeruje prezydentowi Barackowi Obamie szpiegowanie całego internetu, również jego używania poza USA, a co lepsze nakłanianie innych państw do przyjmowania ich restrykcyjnych propozycji zmian dot. ochrony praw autorskich oraz kontroli treści w internecie. Jednym z sugerowanych rozwiązań ma być „three strike law” czyli w skrócie: banowanie z netu za trzykrotne piracenie/łamanie prawa własności. Kolejnym miałoby być wprowadzanie automatycznego wykrywania i usuwania treści łamiących przepisy prawa własności (ciekawe co w zanadrzu technologicznie do tego zadania już mają). Chamge.gov strona przyszłego prezydenta przeszła jak wszyscy wkoło zauważyli na licencję CC, co oby było znakiem, że takim propozycją jak pomysły MPAA nowa ekipa nie ulegnie.

A z innej części tej samej beczki: gra tłumacząca/promująca CC. Za Motywem Drogi.

(zmieniam pracę, rezygnuję z działalności w radiu Kampus, mam nadzieję zacząć niebawem pomagać Creative Commons Polska – tylko muszę się zebrać i zrobić to co obiecałem. to tak tylko na usprawiedliwienie milczenia przez ost. tydzień)

Czy scigać za sciąganie z sieci? Dyskusja w Gazecie

Listopad 25, 2008

Czy ścigać? Pod koniec już prawie chciano przeprowadzać głosowanie smsowe na ten temat 😉 bo spotkanie trochę odbiegło od tematu z tytułu. O dyskusji dowiedziałem się za sprawą Kultury 2.0 i do jednego z jej autorów, a przy okazji dyskutantów na spotkaniu miałem również sprawę bardziej osobistą, a dokładniej naukowo-prywatną. Spotkanie w siedzibie Gazety Wyborczej nie przyciągnęło wielu widzów (choć przyciągnęło kilku naprawdę wartych wysłuchania, o czym w dalszej części relacji), zabrakło również senatora Krzysztofa Cugowskiego autora projektu ustawy regulującej kopiowanie utworów z internetu za pomocą dobrowolnych opłat abonamentowych.

Teraz relacja w skrócie (póki nie pokaże się video Gazety, jeśli w ogóle): prowadzący spotkanie publicysta Gazety Wojciech Orliński od razu rozpoczął od powiedzenia, że ściąganie wg. polskiego prawa nie jest przestępstwem (jak na razie), ale jest nim udostępnianie. Jako fan serwisu youtube i starych seriali przyznał się również pośrednio do korzystania z aktualnej sytuacji pozwalającej na naruszanie praw autorskich. Drogą wprowadzenia Alek Tarkowski (jako członek grupy ekspertów premiera Donalda Tuska) miał opowiedzieć na ilę zająć się ma zamiar tym rząd, a z jego wypowiedzi wnioskuje, że nie ma. Streścił więc czym są Creative Commons (co potem wydawało mi się być i tak niezrozumiałe przez niektórych dyskutujących… copyright to copyright, opłaty to opłaty, muszą być – tak w skrócie). Pani Dominika Herburt-Heybowicz – członek zarządu Wirtualnej Polski wpierw wykrzyczała, że piractwo to kradzież, że edukować przeciw niemu trzeba i ścigać jak najbardziej (poznany kiedyś na innym spotkaniu w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich prawnik na spokojnie wszystkim nieprawnikom na szczęście tłumaczył jak co stoi i w którym kodeksie itp. choć dyskusja nie o prawie miała być, a o modelach działania w sferach polityki i kultury, jak mi się wydaje). Później jednak pani z wp.pl jednoznacznie pochwaliła takie działania jak wydanie przez Radiohead płyty InRainbows poza dystrybutorami i z dowolnymi opłatami, zaznaczyła również, na co nie wszyscy chcieli przystać, że nie wiemy nic o przyszłości, ale że najprawdopodobniej przyzwyczajenia do tego że content w Internecie jest za darmo wygrają, i że model gospodarczy będzie musiał ulec zmianie. Przeciwnie uważa Kamil Przełęcki – dyrektor d/s rozwoju multimediów Agory, dawniej producent filmowy. Według Przełęckiego niemożliwe jest odejście od opłat (choć już ponoć nie jest zwolennikiem Digital Rights Management, to chyba tylko za sprawą ich aktualnej niedoskonałości, ale poza tym jak najbardziej) a to z racji kosztów produkcji audiowizualnych. To potwierdzał dyrektor Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego Michał Merczyński, które w połowie 2009 roku ma wystartować z portalem Narodowego Instytutu Audiowizualnego udostępniającego zdigitalizowane archiwalia na takich zasadach jak francuska INA Institut National de l’Audiovisuel. Tu pojawia się kolejny wątek, a nawet wniosek na który wszyscy się zgodzili bez większych oporów czyli, że zasoby audiovideo czy fotograficzne z wszelkich archiwów powinny być „z automatu, z ustawy dygitalizowane i archiwizowane” bez zastanawiania się na kwestią praw autorskich, a co za tym idzie bez opcji publikowania tych materiałów (czyli jedynie dla potomnych, którzy powiedzmy sobie wpadną by je zobaczyć do Biblioteki Narodowej). Doktor Tomasz Makowski, dyrektor BN to z resztą też potwierdził, tak dzieje się, bo takie jest prawo i tak działają wszelkie biblioteki cyfrowe w Polsce. Udostępniane są tylko materiały z domeny publicznej, czyli na które prawa wygasły 75 lat temu ( na to, że jest to okres zbyt długi również wszyscy się zgodzili, co wyłapał Alek Tarkowski, próbując wyciągnąć z obecnych czy może, któraś z ich instytucji nie zechciałaby wreszcie zacząć za tym lobbować… Argumentacja, o tym że jest wymóg unijny łatwo upada gdy przytoczy się takie same dyskusje z innych państw, brak tylko pierwszego odważnego, które wystąpiło by głośno z chęcią zmiany przeciwko tendencji co raz silniejszych restrykcji).

Tak pomiędzy tymi zgodami na oczywistości, a sporami o to skąd jednak czerpać zyski i co zrobić z dotąd działającym prawem niepojawiało się nic o tym co w zachdnich publikacjach na ten temat jest już znacznie mocniej poruszane czyli nowe modele gospodarcze kreowane przez produkcję społeczną i to w jaki sposób ona wykorzystuje to co dostępne w sieci. Ba! na hasło o możliwym wprowadzeniu praw do remiksu dzieł z narodowego kanonu jak Kanał reż. Andrzeja Wajdy padły słowa oburzenia o nienaruszalności integralności dzieła nawet pod pozorem edukacji dzieci… No comment, choć dyskutanci naprawdę w temacie to chyba niestety nie na czasie. Sytuację (z mojej perspektywy, prócz Alka Tarkowskiego) ratował z sali Jarosław Lipszyc perorując na temat kreatywności wyzwalanej w edukacji przez możliwości aktywnego odbiernia i „remiksowania” (choć nie pasuje mi to słowo w kontekście edukacyjnym). To jednak mimo działań jego Fundacji Nowoczesna Polska i działań takich jak Wolne Lektury ma problemy właśnie za sprawą praw autorskich, nie tylko chronionych, ale często po prostu nieustalonych (tu padła propozycja rozwiąznia wątpliwości kompromisowo jedną ustawą). Co z tym zrobić? Skracać okres obowiązywania praw autorskich i zwiększać zakres dozwolonego użytku o chociażby użytek niekomercyjny czy edukacyjny. Nawet nie dodaję do tych propozycji znaków zapytania bo wydają mi się zbyt oczywistymi rozwiązniami. Google (i youtube) już dziś naciąga prawo dzięki czemu tak dobrze działają, a prawo nijak nie nadąży za technologiami i sposobem wykorzystywanie sieci przez kolejne gneracje netowe. Czym konstatował Alek Tarkowski zaskoczony zgodą ze strony pani z Wp.pl, otwratej na to co się dzieje mimo korporacji za nią stojącej (wp.pl należy do grupy TP S.A). Wiele wątków i dygresji, na spotkanie wybrałem się by zagadać do wspomnianego dr Alka Tarkowskiego w sprawie mojego licencjatu o CC i chęci współpracy z Fundacją Creative Commons Polska, jeśli tylko by potrzebowali/chcieli wolontariusza ; ) ale skoro już byłem to i tę notkę popełniam, przepraszając jednocześnie za jej nieuporządkowanie i wybrakowanie. Czekam na to co z spotkania opublikują dyskutanci.

Dwa spojrzenia na świat

Listopad 23, 2008

www.360cities.net vs surveillancesaver, pierwsze to panoramiczne wędrówki fotogrficzne po wielu miejscach na świecie (można dołączyć również do grupy fotografów) współpracujące z Google Earth i o działaniu jak Street View, drugie to wygaszacz ekranu pokazujący widok z 400 kamer przemysłowych na świecie. Autorzy nie krępują się nawet w opisie

SurveillanceSaver is a screensaver for OS X and Windows that shows live images of over 400 network surveillance cameras worldwide. A haunting live soap opera.

Choć nie czuję się wielkim fascynatem podróży, to wciągnęła mnie tylko pierwsza opcja, druga ma w sobie coś czego co raz bardziej się boję, a nie chodzi mi o transparentność.